Reklama

O życiu, żarciu i warunkach w PRL.


Topic author
Jan M.
Generał Dywizji
Generał Dywizji
Posty: 4935
Rejestracja: 19 paź 2015 13:38
Podziękował: 983 razy
Otrzymał/a podziekowań: 428 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Jan M. » 15 maja 2018 13:21

Ja raczej preferuje porządne lokale - w moim ulubionym pub-ie (jak i dwóch innych - bo właściciele prowadzą trzy) podstawową i nienaruszalną zasadą jest nalewanie na barze, na oczach klienta oraz to, że w razie wątpliwości lepiej klientowi przelać niż nie dolać. Lokale w dużym stopniu bazują na stałej klienteli o pewnych wymaganiach co do jakości i asortymentu. Stąd właścicielka (lokale prowadzi małżeństwo ludzi nieco po 50-tce) np. twierdzi, że jak klient o jakiś alkohol pyta i go nie ma... to nie ma go tylko do najbliższej dostawy. Zasadą jest zatrudnianie wykwalifikowanego i dobrze opłacanego personelu oraz zadowolenie klienta z obsługi, ceny (mają mądrą zasadę - że interes robi się na obrocie, a nie cenie jednostkowej), wyboru i jakości towaru. Stąd z powodzeniem od lat prowadzili dwa lokale (nieco różniące się "klimatem"), a obecnie otworzyli trzeci (specjalizujący się akurat w bourbonach).

Jakiś czas temu kandydatka do pracy nie została przyjęta bo (znany mi barman uprzedził mnie bym "nie podpowiadał"):
- nie zapytała się nie ile lodu ma wrzucić do szklanki gdy poprosiłem o podwójną whisky "na lodzie",
- nalewała z "miarki" pod barem, a nie na barze (czyli nie widziałem ile leje),
- szklankę podała mi napisem do siebie, a nie do klienta,
- postawiła szklankę bezpośrednio na barze, a nie na serwetce.
- kolejną whisky usiłowała nalać mi do tej samej szklanki, a nie czystej (tutaj już barman nie wytrzymał...).
Tym samym "oblała" egzamin ze znajomości zasad obsługi klienta...

Jak widać można z powodzeniem prowadzić lokal z dobrym alkoholem w przystępnych cenach i z właściwą obsługą. To już nie czasy PRL-owskiej "lornety i meduzy" oraz byle jakiej obsługi.


W mieście jest trochę inaczej. Większa konkurencja.
Na wsi, głębokiej wsi, w Polsce. Jak się już coś otworzy to zwykle szybko pada.
Ale niektórym się udaje przetrwać.

Jakbym miał słuchać wszystkiego co mi klienci mówią, zamawiać wszystko o co się pytają, to.....poszedł bym z Torbami, Messie Razorblade1967.

Przykład. Dzieciaki pytają się o "Sławomira" - kiedy przyjedzie i zaśpiewa "Miłość w Zakopanem".
Jeszcze inni to już w ogóle odlot, Pitbula lub Beyonce by chcieli, na zwykłej wiejskiej chałturze za bilet rzędu 15 złote [okulary]

No niestety, ludzie są oderwani od rzeczywistości, zwłaszcza jak popiją.

Jeszcze inni chcą Rock-oteki.

A ja im oferują co najwyżej trzeciorzędny zespół disco-polo i miejscowego speca od grania na konsolecie.

Jak sie nie ma co się chce to się lubi co się ma.
Przychodzą i tak.

:lol:

Awatar użytkownika

Razorblade1967
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 2567
Rejestracja: 18 paź 2011 19:45
Podziękował: 1 raz
Otrzymał/a podziekowań: 601 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Razorblade1967 » 15 maja 2018 16:07

Jan M. pisze:W mieście jest trochę inaczej. Większa konkurencja.
Na wsi, głębokiej wsi, w Polsce. Jak się już coś otworzy to zwykle szybko pada.
Ale niektórym się udaje przetrwać.

Oczywiście... u mnie na "rynku miejskim" i w najbliższej okolicy jest ich pewnie ze 20-30... nigdy nie liczyłem. Bez walki o klienta, bez specjalizacji ukierunkowanej na różny gatunek klienta, bez dobrego rozpoznania gustów "swojej klienteli" nie mieli by właśnie szans przetrwać.

A jak funkcjonowały knajpy w PRL-u? Byle co podałeś to wypili i jeszcze można było mieć wymagania w stosunku do klientów... wódka tylko z zakąską - sprzedawaną zresztą po kilkanaście czy więcej razy,bo nikt tego syfu nie chciał, ale zapłacił za niego bo nie było wyjścia. Kurcze teraz człowiek kręci nosem jak nie ma jakiegoś jego ulubionego gatunku whisky, a kiedyś wypił wszystko co było... "wódkę z czerwoną kartką" czy nawet "Vistulę"... to dopiero było paskudztwo, ale było i miało 40 procent.

Kiedyś kolega serwował "kolorowe drinki"... polegało to na tym, że kupował oranżadę w woreczkach (takie paskudztwo z rozpuszczonych landrynek), mroził, łupał i wrzucał do szklanki z wódą. Normalnie "powiew zachodu"... [jezyk_oko]

Awatar użytkownika

klansman
Major
Major
Posty: 1377
Rejestracja: 06 gru 2012 14:15
Podziękował: 23 razy
Otrzymał/a podziekowań: 239 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: klansman » 15 maja 2018 17:41

Razorblade1967 pisze:Kurcze teraz człowiek kręci nosem jak nie ma jakiegoś jego ulubionego gatunku whisky, a kiedyś wypił wszystko co było... "wódkę z czerwoną kartką" czy nawet "Vistulę"... to dopiero było paskudztwo, ale było i miało 40 procent.


Marudzimy bo mamy wybór, jak wyboru nie było to się brało byle co. Vistuli nie musisz brać w cudzysłów, to prawdziwa nazwa. Jak cieciowałem na Polmosie to w gablocie retro stała Vistula [figielek]

Razorblade1967 pisze:Kiedyś kolega serwował "kolorowe drinki"... polegało to na tym, że kupował oranżadę w woreczkach (takie paskudztwo z rozpuszczonych landrynek), mroził, łupał i wrzucał do szklanki z wódą. Normalnie "powiew zachodu"... [jezyk_oko]


Ja sobie robie podobną wódeczke. Kupuję spirytus, w garnku rozpuszczam cukierki Ice i robię "Ice'ówkę". Jedyna smakowa wódka jaką pije. Bardzo mi to smakuje, znajomi też chwalą.

Awatar użytkownika

Razorblade1967
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 2567
Rejestracja: 18 paź 2011 19:45
Podziękował: 1 raz
Otrzymał/a podziekowań: 601 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Razorblade1967 » 15 maja 2018 18:37

klansman pisze:Vistuli nie musisz brać w cudzysłów, to prawdziwa nazwa.

Masz rację, oczywiście wiem, że to prawdziwa nazwa... nie wiem czemu mi się tak napisało?

Pamiętam, zresztą z czasów gdy pijało się Vistulę (brrr ohyda... nie wiem z czego i jak to robili.) powiedzenie, że co z tego, że Japończycy wsadzili telewizor do zegarka (rozpisywano się wtedy o tym, jak to w Japonii zaczęli produkować zegarki z telewizorem), Polacy potrafili wsadzić kombajn (Vistula to była nazwa kombajnu) do butelki.


Topic author
Jan M.
Generał Dywizji
Generał Dywizji
Posty: 4935
Rejestracja: 19 paź 2015 13:38
Podziękował: 983 razy
Otrzymał/a podziekowań: 428 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Jan M. » 15 maja 2018 19:47

Nie tylko z oranżadą, z Polo Cocktą woreczki też były. Piło się z woreczka przez słomkę. :lol:
A ...Syfon pamiętacie ?

Awatar użytkownika

klansman
Major
Major
Posty: 1377
Rejestracja: 06 gru 2012 14:15
Podziękował: 23 razy
Otrzymał/a podziekowań: 239 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: klansman » 16 maja 2018 07:55

Syfon gdzieś mam, w gratach leży. W sklepach można kupić nowe wersje :-)

Awatar użytkownika

Razorblade1967
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 2567
Rejestracja: 18 paź 2011 19:45
Podziękował: 1 raz
Otrzymał/a podziekowań: 601 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Razorblade1967 » 16 maja 2018 09:54

Jan M. pisze:A ...Syfon pamiętacie ?

Ten noszony do napełnienia do "punktu" czy już te nowsze na "naboje" zwane "autosyfonem"? W sumie oba pamiętam i używałem.


Topic author
Jan M.
Generał Dywizji
Generał Dywizji
Posty: 4935
Rejestracja: 19 paź 2015 13:38
Podziękował: 983 razy
Otrzymał/a podziekowań: 428 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Jan M. » 16 maja 2018 15:24

Razorblade pamięta.

Co do jakości Polskich produktów.

https://youtu.be/vvtkEnnXQVc

Do dziś dzień znam podmiot który służbowo takiego używa.
A mało kilometrów nie jeżdzą.
A jeżdżą codziennie.

Jak widać na powyższym video, Koreańczykom opłacało się przejąć fabrykę FSO. Polakowi już jej zatrzymać się nie opłacało.
Tak samo nie opłacało się produkować Elemis, Predom Prexer ( cala gama bardzo dobrej jakości produktów z Łodzi ), odzieży, WSK, SHL, Komar, Motorynka, Romet, Fiat 126,125, Kasprzak, i tak dalej i tym podobne. Cała masa, jak na owe czasy porządnej jakości sprzętu i dóbr.

Polakowi natomiast "opłaca się" kupować Austriackie jabłka, w Portugalskim lub Niemieckim albo Brytyjskim markecie.
Japoński i Chiński sprzęt RTV I AGD. Niemiecki wóz producenta którego produkty 70 kilka lat temu, woziły na front i po frontach, żołnierzy III Rzeszy, czym w stopniu znaczącym przyczyniały się do ich początkowych zwycięstw i wspierały realizację polityki fuhrera, producent który jeszcze 70 kilka lat temu, wykorzystywał Polskich robotników przymusowych w swoich fabrykach, dokładnie tak samo jak Niemiecki i Austriacki Bauer przy produkcji warzyw i owoców.

Awatar użytkownika

Razorblade1967
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 2567
Rejestracja: 18 paź 2011 19:45
Podziękował: 1 raz
Otrzymał/a podziekowań: 601 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Razorblade1967 » 16 maja 2018 16:56

Jan M. pisze:Razorblade pamięta.

Tak Janie... pamięta, mam problemy z kolanem, trochę już ze wzrokiem, ale z pamięcią jeszcze OK.

Jan M. pisze:Co do jakości Polskich produktów.

To był reklama... wiesz co to REKLAMA? Wierzysz w to co w nich pokazują? Jeśli tak to współczuję serdecznie....

Jan M. pisze:Prexer ( cala gama bardzo dobrej jakości produktów z Łodzi )

Miej litość... to ta firma marki "totalna tandeta", co to w bardzo podejrzanych okolicznościach przepchnęła pistolet Wist-94 dla WP? No niestety to coś nie splajtowało na tyle wcześnie by teraz nie było problemu z 17 tysiącami rozpadających się i nie nadających się w zasadzie do niczego pożytecznego pistoletów. Mogli zostać przy kołowrotka wędkarskich... aczkolwiek tutaj się nie wypowiem, bo ja na ryby to tylko na rozkaz i z trotylem w PRL-u.

Jan M. pisze:WSK

Jaja sobie robisz? Przecież to "g..." kupowało się z biedy i braku wyboru. No OK prawo jazdy na tym trupie robiłem (no miałem w armii przez ponad rok jako szef kompanii na lotnisku "z przydziału"), ale nigdy bym nie wpadł na to by tym szajsem prywatnie jeździć...

Porządne motory z demoludów i w czasach demoludów to była Jawa-350, CZ-350 czy ETZ-250... czyli produkty z Czechosłowacji i NRD. Akurat tutaj możemy podyskutować, bo choć obecnie mam motoryzację w 4 literach (i się nie zmam) to wtedy na tych motorach całą Polskę zjeździłem i nie tylko.

Jan M. pisze:Komar, Motorynka, Romet

Znowu chyba nie wiesz co piszesz... To były motorowery klasy "uciekinier ze śmietnika"... Znowu nie podyskutujemy chyba, bo motorower Komar to ja miałem jak miałem 13 lat (tak.. tak w PRL-u w wielu 13 lat można było się przesiąść oficjalnie z roweru na motorower)... ojciec mi ten szajs kupił od kolegi, abym się nauczył jeździć, obsługiwać sprzęt i udowodnił mu, że zasługuję na coś porządnego. Pełen Szacun za takie wychowanie...

Porządne motorowery w PRL-u to była Jawa-50 oraz ówczesne marzenie nastolatków czyli NRD-owski Simson. Owszem Romet próbował to swoje "G" czyli motorower Romet udoskonalić poprzez montowanie silników 50cm2 z motorowerów Jawa... ale to jakbyś chciał z kury orła zrobić... nie wyjdzie.

Kto chciałby po zmianie systemu i dostępie do zachodnich motorowerów kupować ten szajs z Rometu? Chyba jakiś desperat... musieli by to za darmo chyba rozdawać.

Jan M. pisze:Fiat 126,125,

Kiedy? Gdy padł PRL? Żartujesz chyba...

Jan M. pisze:Cała masa, jak na owe czasy porządnej jakości sprzętu i dóbr.

Cała masa śmiecia, który kupowaliśmy w PRL-u... co więcej "załatwialiśmy" w PRL-u bo na nic innego nie mogliśmy liczyć. To były śmiecie istniejące tylko dlatego, że w PRL-u nie było wyboru, nie było dostępu do porządnych rzeczy i w ogóle nic nie było, a już na pewno nic porządnego.

Zdechło to bo było śmieciami i do tego śmieciami produkowanymi z zakładach gdzie zasady ekonomii i wolnego rynku były czymś abstrakcyjnym. Wybacz, ale zakłady poPRL-owskie w normalnym systemie przetrwać nie miały prawa, bo ich funkcjonowanie nie opierało się na normalnych (dla świata) zasadach rynkowych.

Jan M. pisze:Polakowi natomiast "opłaca się" kupować Austriackie jabłka, w Portugalskim lub Niemieckim albo Brytyjskim markecie.
Japoński i Chiński sprzęt RTV I AGD. Niemiecki wóz...

Widać się opłaca... jakby się nie opłacało to byśmy nie kupowali.

Jan M. pisze:Niemiecki wóz producenta którego produkty 70 kilka lat temu, woziły na front i po frontach, żołnierzy III Rzeszy, czym w stopniu znaczącym przyczyniały się do ich początkowych zwycięstw i wspierały realizację polityki fuhrera, producent który jeszcze 70 kilka lat temu, wykorzystywał Polskich robotników przymusowych w swoich fabrykach, dokładnie tak samo jak Niemiecki i Austriacki Bauer przy produkcji warzyw i owoców.

I co to ma do rzeczy w przypadku gospodarki, zakupów itd. - tutaj i teraz? Kogo to obchodzi? Historia wojen jest fajna, bardzo ją lubię - ale to coś dla hobbystów. Nie ma to najmniejszego znaczenia dla naszego obecnego życia, dla naszej ekonomii etc. W handlu nie liczy się nic innego jak stosunek jakość/cena produktu. Potrafisz ten stosunek mieć na odpowiednim poziomie - to robisz interes, nie potrafisz to "idziesz z torbami" chyba biznesmenowi tłumaczyć tego nie trzeba.

PS. Wbij sobie do głowy, że PRL-owska "myśl techniczna" to mogła co najwyżej w miarę poprawnie zbudować klatkę dla królików - reszta to były zwyczajne śmiecie, które kupowaliśmy bo nie mieliśmy innego wyjścia - a i tak się za tym "zabijaliśmy" w kolejkach, albo "załatwialiśmy po znajomości". Jak się skończył PRL to już nie chcieliśmy być na to "skazani"...


Topic author
Jan M.
Generał Dywizji
Generał Dywizji
Posty: 4935
Rejestracja: 19 paź 2015 13:38
Podziękował: 983 razy
Otrzymał/a podziekowań: 428 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Jan M. » 16 maja 2018 18:45

I Dziś. Obecnie....

Wytwory przemysłu PRL i tuż post - PRL.

Są produktami nader porządanymi i drogimi.
O ile ktoś ma w dobrym stanie technicznym Romet, Komar, Polonez, Fiat czy WSK a także Kasprzak, projektor prexer, Gramofon, odkurzacz itp.itd. ludzie są często w stanie zapłacić za ten sprzęt prawie że "Każdą cenę".

Dlaczego ?
Z sentymentu do porządnie zrobionego produktu.

To tak odnośnie pańskich "śmieci" panie Razorblade1967.

Natomiast co do produktów spadkobierców "Ich Matek i Ich Ojców".
To geneza czy przeszłość danej firmy ma i obecnie ogromny wpływ na sprzedaż ich produktów.

Firmy które produkowały silniki do...lub wręcz, czołgi, sztukasy, bombowce horyzontalne, napoje ( fuhrer sam reklamował pewien żółty napój ) mundury dla Wehrmacht i SS ( w tym Gestapo ) SD, gaz do Koncentriacion Lager itp.itd. Nie cieszą się zbyt dużą popularnością wśród świadomych potomków i spadkobierców milionowych ofiar systemu totalitarnego....III RZESZY NIEMIECKIEJ !

Awatar użytkownika

Razorblade1967
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 2567
Rejestracja: 18 paź 2011 19:45
Podziękował: 1 raz
Otrzymał/a podziekowań: 601 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Razorblade1967 » 17 maja 2018 06:04

Jan M. pisze:I Dziś. Obecnie....

Wytwory przemysłu PRL i tuż post - PRL.

Są produktami nader porządanymi i drogimi.
O ile ktoś ma w dobrym stanie technicznym Romet, Komar, Polonez, Fiat czy WSK a także Kasprzak, projektor prexer, Gramofon, odkurzacz itp.itd. ludzie są często w stanie zapłacić za ten sprzęt prawie że "Każdą cenę".

Dlaczego ?
Z sentymentu do porządnie zrobionego produktu.

Kompletnie nie rozumiesz czym się kierują ludzie zbierający i kolekcjonujący stare przedmioty. To nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek dobrą oceną tego badziewia, którym z konieczności musieliśmy się posługiwać w PRL-u, bo nic porządnego nie było, bo to co byśmy wtedy chcieli mieć mogliśmy sobie pooglądać tylko na obrazkach, albo na zachodnich filmach.

Ludzie zbierają takie stare rzeczy bo to ich hobby, a niektórzy nie będący kolekcjonerami, tylko kupujący pojedyncze rzeczy to owszem kierują się sentymentem... w stosunku do lat swojej młodości. Czasem do rzeczy, które były ich pierwszymi w życiu itd.

Jan M. pisze:To tak odnośnie pańskich "śmieci" panie Razorblade1967.

Tak to były też moje śmiecie... musiałem z nich korzystać i często cieszyłem się, że w ogóle mogę je dostać - ale dlatego, że w tym porąbanym systemie polityczno-gospodarczym... przede wszystkim gospodarczym nie było nic innego. Nie mieliśmy żadnych "porządnych produktów"... mieliśmy takie jakie akurat "rzucono", o innych mogliśmy tylko pomarzyć.

Jan M. pisze:Natomiast co do produktów spadkobierców "Ich Matek i Ich Ojców".
To geneza czy przeszłość danej firmy ma i obecnie ogromny wpływ na sprzedaż ich produktów.

No tak niemieckie samochody sprzedają się pewnie wg Cibie kiepsko? Przecież to są (głownie te najlepsze) marki produkujące w czasie DWS sprzęt wojskowy... i dlatego jest powszechna pogarda i niechęć do zakupu takich samochodów jak Mercedes, Opel, Volkswagen czy BMW. Dziwne bo nawet w Izraelu widziałem ich sporo...

Istnieje np. powszechna pogarda dla zakupu produktów firmy Carl Walther Waffenfabrik... nawet nie wspominam już o tym, że jest to podstawowy pistolet polskiej policji produkowany na licencji w Radomiu... sam sobie sprawdzisz ile państw podbitych przez III Rzeszę lub z nią walczących używa produktów tej firmy? No to może sobie sprawdzisz rodowód firmy Heckler und Koch? Bo obecnie będą uzbrajać w swoją broń np. francuską armię po tym ja dano sobie tam spokój z FAMAS-em i rodzimymi produktami w tym zakresie? A ogóle to ich produkty kupuje "pół świata"...

Sam sobie sprawdzisz gdzie powstały i kto produkuje powszechnie używane w Europie czołgi typu Leopard-2 oraz jaki jest rodowód tej firmy? A może poszukasz sobie czegoś o firmie Rheinmetall AG? Bo ich armaty to sobie jeżdżą nawet w amerykańskich Abramsach...

Jan M. pisze:Firmy które produkowały silniki do...lub wręcz, czołgi, sztukasy, bombowce horyzontalne, napoje ( fuhrer sam reklamował pewien żółty napój ) mundury dla Wehrmacht i SS ( w tym Gestapo ) SD, gaz do Koncentriacion Lager itp.itd. Nie cieszą się zbyt dużą popularnością wśród świadomych potomków i spadkobierców milionowych ofiar systemu totalitarnego....III RZESZY NIEMIECKIEJ !

Bajka, którą sam wymyśliłeś...

Nikt normalny nie kieruje się jakimiś dziwnymi emocjami i to dotyczącymi przeszłości odległej o ponad 70 lat... niemieckie firmy "z rodowodem" doskonale prosperują i robią świetne interesy z dawnymi przeciwnikami wojennymi, co więcej czasem się łączą z firmami z takich państw... i dalej robią świetne interesy. Kto przy zdrowych zmysłach kupując jakiś produkt zastanawia skąd wywodzi się firma producenta, jaka jest jej historia czy rodowód sięgający często sto i więcej lat wstecz... a już najmniej co produkowała w czasie DWS.

Zresztą nawet gdybyś takiemu potencjalnemu klientowi powiedział, że firma na której produkt zamierza wydać pieniądze w czasie tamtej, odległej już dla nas wojny (która w sumie już mało kogo obchodzi poza pasjonatami historii) produkowała lub miała udział w produkcji jakiegoś znanego mu z telewizji sprzętu wojskowego niemieckiej armii to pewnie jeżeli w ogóle miałoby to jakieś znaczenia to tylko utwierdziło by tegoż potencjalnego klienta, że kupuje produkt dobrej firmy.

Awatar użytkownika

Razorblade1967
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 2567
Rejestracja: 18 paź 2011 19:45
Podziękował: 1 raz
Otrzymał/a podziekowań: 601 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Razorblade1967 » 17 maja 2018 07:43

To jeszcze coś dodam...

Jan M. pisze:O ile ktoś ma w dobrym stanie technicznym Romet[...]
porządnie zrobionego produktu.


To ''porządne" wykonanie sprowadzało się do tego, że np. taki motorower Romet był po prostu prymitywny, nazbyt ciężki, miał kiepskie osiągi i nadmierne zużycie paliwa. Jego "solidność" osiągano poprzez nadmiar metali, grube "rury" ramy oraz silnik, który mogłeś bez trudu rozłożyć i złożyć w domu, za pomocą prostych narzędzi... bo w PRL-u sami robiliśmy sobie za mechaników, nie dlatego że nas pasjonowało (niektórych oczywiście tak), ale dlatego, że nie mieliśmy innego wyjścia. Powiedz dzisiaj komuś, że w PRL-u trzeba sobie było samemu np. "wyprodukować" uszczelkę pod głowicę silnika. Ten sprzęt wcale nie był bezawaryjny... tylko był na tyle prymitywny, że stosunkowo łatwo było go naprawić. Silnik Rometa miał "zawrotną" moc 2,5 KM - był po prostu czymś żałośnie prymitywnym... o Kadecie to nawet nie ma co wspominać.

Czechosłowacka Jawa 50, nawet po polskich zabiegach zmniejszających moc (inne były przepisy polskie i czeskie... u nich dopuszczano dla motoroweru) miała lepsze przyspieszenie i w ogóle "prowadziła się lepiej"... a taki NRD-owski Simson to w ogóle deklasował produkty Romet. W młodzieńczym "rankingu" motorowerów był właśnie NRD-owski Simson, potem czechosłowacka Jawa... potem długo nic i Romet 50. Nieudana była próba z Ogarem (wsadzenie czeskiego silnika do polskiego Rometa), a ostatnie podrygi to był Chart - tylko tego to "zabiła"cena... wyższa niż motocykli 250-350 cm3 z innych upadających demoludów.

Podobnie kiepsko się miały motocykle WSK... w stosunku do produktów z Czechosłowacji i NRD (o zachodnich nie wspominam bo były dla nas po prostu niedostępne). Były po prostu prymitywne... co znowu jest mylone z solidnością - bo one psuły się częściej, tylko ich naprawa była łatwa i prosta "domowymi sposobami" lub przez dorabianie różnych rzeczy przez zaprzyjaźnione "złote rączki".

Z innymi produktami PRL-u było podobnie - "solidność" osiągana była poprzez prymitywizm konstrukcyjny ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Awatar użytkownika

senex
Generał Brygady
Generał Brygady
Posty: 3909
Rejestracja: 02 gru 2013 11:40
Podziękował: 143 razy
Otrzymał/a podziekowań: 453 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: senex » 17 maja 2018 08:53

O jakości Polskiej produkcji na przykładzie F125p i Poloneza.
Przy zakupie licencji na Fiata jak wspomniałem zostało zakupione bardzo nowoczesne nadwozie lecz już nie silnik. Ten sam silnik po wielu latach był montowany w Polonezie. I nie chodzi o jakieś drobne modyfikacje ale samą przestarzałą konstrukcję. Korbowód był podparty na dwóch panewkach korbowodowych i dwóch głównych co powodowało duże wibracje o ograniczało żywotność silnika do maksymalnie 100 tys. km, gdzie w nowocześniejszych konstrukcjach z wałem na trzech panewkach przebiegi były znacznie większe.
Każda przebyta do końca droga prowadzi dokładnie donikąd


SJS
Major
Major
Posty: 1107
Rejestracja: 07 sie 2011 13:38
Podziękował: 9 razy
Otrzymał/a podziekowań: 84 razy
Lokalizacja: Warszawa
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: SJS » 17 maja 2018 09:18

Dlaczego było tak źle jak miało być tak dobrze?
Decyzje zapadały zwykle na poziomie KC PZPR zwykle bez konsultacji z fachowcami lub z wybranymi fachowcami.
Np silnik Fiata 126 został poddany testom na WAT-cie kilka lat po zakupie licencji. Wynik - źle zaprojektowany - nadmierne zużycie paliwa ale to zużycie mieściło się w sowieckim standardzie czyli 2000 pojemność zużycie 20 l, 650 pojemność zużycie 6,5l . Mój sąsiad kończył akademię w Leningradzie i tak ich uczono. Jeździł Maluchem i za nic nie mogliśmy go namówić aby kupił sobie normalny samochód. Na jednych oponach przejeździł 120 tys - jest to chyba rekord świata. W końcu dał się namówić po dwóch latach nagabywań i kupił używanego VW 1600. Skrupulatny był Miecio i wszystko notował. Jak pojemność 1600 to musi zużywać - tak go uczuli w Leningradzie - 16 litrów. Po trzech tygodniach od zakupu przychodzi do mnie a minę ma nietęgą. Coś mi nie pasuje - mówi. Nalałem do pełna co prawda ale jeżdżę i jeżdżę i chyba sie wskaźnik zepsuł albo ktoś mi paliwa dolał bo mi wychodzi, że pali tyle samo co Maluch a przecież to niemożliwe. Jak to Miecia dotarło że mu głupoty opowiadali na sowieckiej uczelni to ja Miecia pierwszy raz i jedyny słyszałem jak klął. Spokojny to był człowiek.
Wracając do pytania -Dlaczego było tak źle jak miało być tak dobrze?
Zacytuję jedną z najważniejszych osób w PRLu - Lune Brystygierową:
"W istocie cała polska inteligencja jest przeciwna systemowi komunistycznemu i właściwie nie ma szans na jej reedukację. Pozostaje więc jej zlikwidowanie. Ponieważ jednak nie można zrobić błędu, jaki uczyniono w Rosji po rewolucji w 1917, eksterminując inteligencję i w ten sposób opóźniając rozwój gospodarczy kraju, należy wytworzyć taki system nacisków i terroru, aby przedstawiciele inteligencji nie ważyli się być czynni politycznie"
Odsunięto więc ludzi światłych a zastąpiono ich posłusznymi miernotami.
Błędów się nie da uniknąć ale ich powtarzania - tak

Awatar użytkownika

Razorblade1967
Pułkownik
Pułkownik
Posty: 2567
Rejestracja: 18 paź 2011 19:45
Podziękował: 1 raz
Otrzymał/a podziekowań: 601 razy
Status: Offline

Re: O życiu, żarciu i warunkach w PRL.

Postautor: Razorblade1967 » 17 maja 2018 09:40

SJS pisze:Dlaczego było tak źle jak miało być tak dobrze?[...]
Odsunięto więc ludzi światłych a zastąpiono ich posłusznymi miernotami.

Do tego SJS dodajmy, że ten narzucony nam system polityczno-gospodarczy po prostu był idiotyczny... Był kompletnym ekonomicznym nonsensem i nawet geniusz nie byłby w stanie tym kierować z powodzeniem. W zasadzie to się tylko można cieszyć, że nie było jeszcze gorzej, że ten partyjny beton był przemieszany z ludźmi jednak myślącymi... choć trochę.

Wróć do „Hyde Park”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość